Tego co przeżyłam, nikt nie przeżył. Tego
co czułam, nikt nie czuł. Byłam zwykłą kochanką. Gdyby nie mój wiek, wszystko było by dobrze.
Nie osądzajcie mnie pochopnie. Jestem poważną kobietą i sprawiedliwą. Brakowało
mi miłości, postąpiłam nierozsądnie, ale spróbujcie spojrzeć na to z innej
strony. Ja starałam się być dobra, po prostu gdzieś się pogubiłam. Może już
pierwszego dnia, gdy zaprosił mnie na spacer, powinnam odpuścić. Nie
potrafiłam. Jego urok osobisty i nieprawdopodobna inteligencja pochłonęła mnie
całą. Jestem kobietą dojrzałą, ale co z tego ? Może czasami warto sobie
odpuścić. Teraz już za późno. Mogę jedynie rozmyślać co by było gdyby. Czasu
nie cofnę. Właściwie… mam taką możliwość… Ale czy teraz postąpiłabym inaczej ?
Przeczytajcie moją historię i spróbujcie zrozumieć tą starszą kobietę, która
tak desperacko pragnęła miłości. Nie chciałam by tak się stało, uwierzcie mi.
Nie chciałam.
Cofnijmy się pamięcią wstecz. Do
czasów, gdy Voldemort rozpoczynał swój wielki powrót. Do momentu, gdy Potter
był określany jako chłopiec, który przeżył. Do chwili, gdy wszystko było inne.
Przenieśmy się do Doliny Godryka, gdzie zacznie się nasza historia. Do tego
pamiętnego pierwszego spaceru. Powróćmy tam…
Był 31 lipca- 13ste urodziny Potter’a.
Jak co roku obchodziliśmy ten dzień, świętując. Wszyscy nauczyciele Hogwart’u
zostali zaproszeni do Bathildy na przyjęcie, by uczcić pamięć rodziców
Harry’ego. Gdy tylko weszłam do przytulnego domku w Dolinie Godryka, od razu przywitała
mnie organizatorka- starsza pani Bagshot. Kobieta ta należała do miłych 90-cio
latek, które z chęcią przytuliłyby nawet mysz. Cóż zresztą jej się dziwić… Była
samotną panią profesor, która gdy tylko znajdzie się w centrum uwagi- chce
pokazać się od jak najlepszej strony. Coroczne imprezy urodzinowe Potter’a to
przecież świetna okazja by odnowić kontakty z byłymi współpracownikami. Batty
przez pewien czas miała bliski kontakt z Albusem. Była jego sąsiadką, do której
w każdej chwili mógł przyjść się wyżalić i pośmiać. Gdy przywitałam się ze
wszystkimi gośćmi i pomogłam Rolandzie przygotować dania, zaczęłam (podobnie zresztą jak pozostali
nauczyciele) z niecierpliwością oczekiwać dyrektora naszej szkoły- Albusa.
Gdy wreszcie dotarł na miejsce
przyjęcia, wszyscy nauczyciele ruszyli, by przywitać swojego pracodawcę.
Wszyscy- poza mną. Znam Dumbledore’a już
bardzo długo i doskonale wiem, że nie przepada za sytuacjami, gdy wszyscy go
okrążają. Właściwie to dużo o nim wiem, on o mnie również. Można by rzecz, że
jesteśmy przyjaciółmi. Albus jest
nietypowym czarodziejem. Nietypowym to może złe określenie. Niezwykłym,
wyjątkowym – z pewnością. Jest niesamowicie mądry, inteligentny, odważny,
rozsądny… Ilość jego zalet można by wymieniać bez końca.
-
Minerwo ! – z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego przyjaciela.- Dlaczegóż to
siedzisz sama w kącie ? Chodź do nas.
Dopiero wtedy ujrzałam, że przybył na
spotkanie z jakimś mężczyzną o miodowych oczach, których blask mogłam zobaczyć
już z odległości 5 metrów. Podeszłam. Ucałowałam na powitanie Dumbledore’a, bo
tak miał na nazwisko Albus. Następnie spojrzałam na nieznajomego człowieka o
cudownym uśmiechu na twarzy. Był ode mnie o wiele młodszy. Ja miałam 58 lat, on
– na pierwszy rzut oka – około trzydziestu.
-Dzień
dobry. Remus Lupin, nowy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią.- swoją krótką
wypowiedź zakończył zniewalającym uśmiechem, pocałunkiem w dłoń i niskim
skłonem.
-
Minerwa McGonagall, bardzo mi miło- odpowiedziałam.
Więc to jest ten nowy profesor. –
pomyślałam.- Historia nauczycieli Obrony Przed Czarną Magią jest dosyć ciekawa.
Żaden z nich nie wytrzymał dotychczas dłużej niż rok. Większość umierała.
Powodu tych niesamowitych okoliczności w jakich znikali nikt nie zna. Quirrell,
na pierwszym roku nauki Potter’a okazał się poplecznikiem Sami Wiecie Kogo i po
wydaniu się całej prawdy, po prostu zaginął. Jego następca – Lockhart, zgłupiał
po oberwaniu zaklęciem z różdżki jednego z Weasley’ów, Ronalda.
-Może
macie ochotę na piwo kremowe?- z zamyśleń wyrwał mnie Albus.
-Ja
chętnie- odpowiedział mój nowy znajomy.
-To w
takim razie, ja również.- odrzekłam nieco zmieszana wzrokiem Remusa, który
oczekiwał na moją decyzję.
cdn.
Proszę o komentarze (szczere oczywiście) i subiektywne oceny. :)